poniedziałek, 15 lipca 2013
waga tła
Ania powiedziała, że nie powinno się korzystać z prac innych. Chodzi o taka sytuację kiedy to na naszym zdjęciu widoczne są prace innych twórców.
Uważam, że to słuszna teza, ale czy należy dyskwalifikować takie zdjęcia, w których na przykład plakat staje się tłem fotografowanej sytuacji?
Przecież taki plakat staje się częścią przestrzeni w której uczestniczymy. Podobnie jak budynki, pomniki, wnętrza. Fotografując elementy gotyckiej świątyni, ludzi wewnątrz też korzystamy z prac innych.
Gdzie jest zatem granica, za którą nasze zdjęcie będą w zasadzie nie nasze?
Myślę tu o przykładzie pierwszego zdjęcia. Przekaz dynamiki sytuacji wynika z zestawienia trębacza z zamyśloną postacią na plakacie. Plakat, nie trębacz jest głównym motywem, a plakat stworzył jakiś artysta i nie powinno się z niego korzystać.
sobota, 13 lipca 2013
piątek, 12 lipca 2013
"Nie zapominaj"
Nie zgadzam się z przesłaniem... Brzmi ono, jak manifest człowieka "przypadkowego". Wykorzenionego i okaleczonego z poczucia ciągłości historii. W perspektywie osobistej i tej szerszej, społecznej.
Człowieka, który nie dba, skąd i ku czemu zmierza, nie posiada odniesienia większego, niż on sam. Siebie uznaje za początek i koniec...
"Wybacz".
Nie - "zapomnij"....
Potrzebna jest zdolność wybaczenia. Która nie jest tożsama z zapomnieniem.
Wybaczenie przynosi błogosławione owoce. Wybaczenie jest formą odpowiedzialności.
Zapomnienie jest ucieczką.
Tak więc - nie zgadzam się fundamentalnie...
Z Poetą.
A
ps
...a taki piękny wiersz.... :)
czwartek, 11 lipca 2013
Na Krakowskim 10 lipca 2013
Dzisiaj nie będę pisał tylko chciałbym pokazać kilka zdjęć z Warszawy.
Pan Maguza przeżył, obok zabitego konia.
wtorek, 9 lipca 2013
oszukane
Oszukane zdjęcia to takie, w które ingerujemy komputerowo.
Nie jestem w tej materii radykałem, ale jednak zasadniczo zgadzam się z regulaminami konkursów fotoreporterskich, które zakładają absolutną zgodność odbitki i utrwalonego zdjęcia z matrycy. Oczywiście nawet na takie zdjęcia, jeśli są cyfrowe, działają różne ulepszacze komputerowe, ale w reporterce chodzi bardziej o to co jest i to co było w kadrze.
Bardziej nurtuje mnie zasadność komputerowego przekształcania samego obrazu. Działania takie są jednak moim zdaniem tylko zabawą. Może i czasami uzyskuje się ciekawe efekty, tylko czy to jest jeszcze fotografia.
Podobnie było chyba i dawniej, w czasach obróbek w ciemni. Wtedy też były techniki do uzyskiwania specjalnych efektów - zaświetlania nieutrwalonych do końca odbitek, odwracanie kolorów itd. Były też konkursy takich "artystycznych" pomysłów.
Obecnie, przy monitorze można preparować dowolnie obraz, a czy efekty są warte pokazywania...?
Nie wiem...
c.d następuje:
Może jednak każdy ma prawo przywiązać pędzel do oślego ogona?!
Poniżej kolor został usunięty komputerowo "po", ale w tym przypadku aby nie przeszkadzał w dostrzeżeniu zabawnego zachowania się tych pięciorga turystów.
Nie jestem w tej materii radykałem, ale jednak zasadniczo zgadzam się z regulaminami konkursów fotoreporterskich, które zakładają absolutną zgodność odbitki i utrwalonego zdjęcia z matrycy. Oczywiście nawet na takie zdjęcia, jeśli są cyfrowe, działają różne ulepszacze komputerowe, ale w reporterce chodzi bardziej o to co jest i to co było w kadrze.
Bardziej nurtuje mnie zasadność komputerowego przekształcania samego obrazu. Działania takie są jednak moim zdaniem tylko zabawą. Może i czasami uzyskuje się ciekawe efekty, tylko czy to jest jeszcze fotografia.
Podobnie było chyba i dawniej, w czasach obróbek w ciemni. Wtedy też były techniki do uzyskiwania specjalnych efektów - zaświetlania nieutrwalonych do końca odbitek, odwracanie kolorów itd. Były też konkursy takich "artystycznych" pomysłów.
Obecnie, przy monitorze można preparować dowolnie obraz, a czy efekty są warte pokazywania...?
Nie wiem...
c.d następuje:
Może jednak każdy ma prawo przywiązać pędzel do oślego ogona?!
Poniżej kolor został usunięty komputerowo "po", ale w tym przypadku aby nie przeszkadzał w dostrzeżeniu zabawnego zachowania się tych pięciorga turystów.
Głęboczek
Witam Was,
wróciłam i nie wiem od czego zacząć...:) Rozsypaliśmy tu takie "bierki" tematyczne, całą stertę i dobrze jest teraz delikatnie po jednej wyciągać :))
Dorzucam więc garstkę informacji o osadnikach holenderskich, tzw "olędrach" wedle opisu, który sporządziła na podstawie badań terenowych, publikacji J. Szołygina "Katalog zabytków osadnictwa holenderskiego na Mazowszu" oraz www.holland.org.pl, Magdalena Lica-Kaczan, a z którym zapoznać się można, odwiedzając wieś Słubice.
Otóż... "Pierwsi koloniści przybyli nad Wisłę, na Żuławy w XVI w. z Flandrii i Fryzji, znajdując u nas schronienie przed kontrreformacją.
W XVIII_XIX w. pierwszych osadników z Fryzji zdominowali niemieccy luteranie z Dolnych Niemiec, co spowodowało, iż pojęcie "olęder" przestało odnosić się jedynie do narodowości a zaczęło wskazywać na ludzi wolnych, prowadzacych określonego typu gospodarstwa lokowane na prawie holenderskim w oparciu o kontrakt dzierżawny na terenach zalewowych. Tak też do miana "olęder" aspirowali wszyscy, także Polacy, którzy przejęli metody karczowania i osuszania podmokłych gruntów, a następnie uprawiali pozyskaną w ten sposób ziemię.
Na Mazowszu zasiedlanym od XVII w. koloniści założyli ok. 200 wsi. [...] Budowali sprawny system odwadniająco-nawadniający z wykorzystaniem rowów oraz sztucznych i naturalnych zbiorników retencyjnych, regularnie konserwując wszystkie jego elementy. Domy wznosili na sztucznie usypanych wzgórzach terpach, do których prowadziły drogi usytuowane na podwyższeniach ziemnych zwanych trytwami. Na miedzach sadzili w równych rzędach wierzby. Z uzyskanych po ich ogłowieniu gałęzi wyplatali łozinowe płoty, które w czasie powodzi spowalniały ruch wody i zatrzymywały na polach żyzny muł rzeczny, tzw. madę. Stare płoty wykorzystywali na opał. Domy budowali zwrócone częścią mieszkalną w stronę górnego biegu rzeki. Woda wymywała nieczystości z obory na zewnątrz, użyźniając pola. Uprawiali pszenicę, owies, ziemniaki i buraki cukrowe, hodowali konie rasowe i bydło, byli też sadownikami. Suszyli owoce i gotowali buraczane powidła.
Po II wojnie niemieckojęzyczni osadnicy zmuszeni zostali do opuszczenia Polski. Wyjechali w większości do Niemiec, USA i Kanady, co położyło kres nadwiślańskiej kulturze olęderskiej."
Tyle - badacze i wiedza... Dalej - już "świadomość", czyli pewien rodzaj rozumienia, czym jest to, na co patrzymy, obserwując krajobrazy wierzbowe, coroczne strzyżenie drzewnych głów z młodych gałązek, brzegi rzeki umacniane faszyną powiązaną w grube snopy, pola na polderach zalewowych przynoszące bogaty plon, no i te dziwaczne pagórki, jakże inne od wydm nadwiślańskich występujących nieco wyżej, na progu nadzalewowym, mające też zupełnie odmienną od nich genezą powstawania...
Nie byłabym sobą, gdybym nie próbowała znaleźć i dla tych widoków jakiejś metafory - powiem więc o "głęboczku", o dołku, czy też dole, który wyrzeźbiła potężna rzeka, a kiedy ustąpiły jej wezbrane wody - zobaczyć w nim można pozostawione nanosy odcięte od głównego nurtu... Ślady, resztki, skrawki... "Głęboczek" po zapoznanej kulturze, tradycji, rzemiośle, po nurcie czasu i ludziach w nim zanurzonych... Krajobrazy, które nazwalibyśmy może "odczłowieczonymi", gdzie jednak i pamięć jeszcze się tli i groby nie całkiem zarosłe i echo nadrzecznych kompetencji, pozwalających przetrwać człowiekowi chcącemu zachować fundamentalny związek z Ziemią i jej naturalnymi procesami, zasadami, prawem...
O tym, że źle służy człowiekowi zrywanie tych pierwotnych zasad - mogłam przekonać się ostatnio, wędrując troszkę po lessowym progu wyżyn małopolskich, nad Wisłą... Tą samą... Nie - taką samą... Młodszą i bardziej wiotką w meandrach i skrętach... O tym - będzie...:)
ps
smutek... pojawia się czasem w naszych rozmowach... smutek związany z zanikaniem, z odchodzeniem, ze zmieniającym się krajobrazem ludzkim... Ta nostalgia jest uprawniona, przygotowuje nas do zmiany, popycha do dokumentowania, do refleksji, do patrzenia "szerokokątnym obiektywem", by dostrzec jak najwięcej w zamkniętych już komnatach przyczyn i otwartych wciąż korytarzach następstw....
Kto wie - może "rybie oko" jest bardzo, bardzo właściwe, aby nadrzeczne ludzkie żywobycie śledzić...:)
A
na zdjęciach - kościółek we wspomnianym przez Andrzeja Troszynie, wiejski i prostolinijny :)
Zasada
Zgodnie z moją niedawną zasadą - zanim kogoś zabierzesz by coś ciekawego pokazać, jedź najpierw sam i zobacz czy jest co pokazywać, pojechałem sprawdzić co na Olędrach słychać.
Mój miejscowy przyjaciel, który oddał oryginalną chałupę do skansenu, właśnie "welbową" betonem replikę postawiona na wzór i podobieństwo, ze względu na miejsce i rozmiar. Nie warto było nawet aparatu wyciągać. Trzeba tylko pochwalić, że przynajmniej miejsce jest to samo - tylko nie mogło być inne. Budowle Mennonitów powstawały na terenach podmokłych. Technika wyboru miejsca polegała na obserwowaniu wiosennych wezbrań Wisły. Tam gdzie na ogromnym zalewisku było widać kawałek lądu, na usypanej dodatkowo górce, budowano dom.
Wypytałem się przy okazji co mój kolega wie o historii .
Dowiedziałem się, że Olędrów przed wojna było tu sporo. Niedaleko w Rakowie, mieszkało tam ich ok. osiemdziesięciu, mieli swój zbór, który obecnie jest zamieszkały przez jakiegoś pogorzelca. No i trochę za nim - cmentarz. Pojechałem sprawdzić i faktycznie wśród nieprzebytych chaszczy są dwie mogiły. Może głębiej więcej, ale bez specjalistycznego sprzętu nie dało rady sprawdzić.
A oto kilka zdjęć:

Mój miejscowy przyjaciel, który oddał oryginalną chałupę do skansenu, właśnie "welbową" betonem replikę postawiona na wzór i podobieństwo, ze względu na miejsce i rozmiar. Nie warto było nawet aparatu wyciągać. Trzeba tylko pochwalić, że przynajmniej miejsce jest to samo - tylko nie mogło być inne. Budowle Mennonitów powstawały na terenach podmokłych. Technika wyboru miejsca polegała na obserwowaniu wiosennych wezbrań Wisły. Tam gdzie na ogromnym zalewisku było widać kawałek lądu, na usypanej dodatkowo górce, budowano dom.
Wypytałem się przy okazji co mój kolega wie o historii .
Dowiedziałem się, że Olędrów przed wojna było tu sporo. Niedaleko w Rakowie, mieszkało tam ich ok. osiemdziesięciu, mieli swój zbór, który obecnie jest zamieszkały przez jakiegoś pogorzelca. No i trochę za nim - cmentarz. Pojechałem sprawdzić i faktycznie wśród nieprzebytych chaszczy są dwie mogiły. Może głębiej więcej, ale bez specjalistycznego sprzętu nie dało rady sprawdzić.
A oto kilka zdjęć:

Subskrybuj:
Posty (Atom)

















