Empik zrealizował dziś moje zamówienie. Leży przede mną
kolejny album Wiktora Wołkowa. Trzeci. Mój:)
Jestem szczęściarą, bo miałam okazję poznać tego
wspaniałego, skromnego człowieka. W 2010r. będąc na Podlasiu, przez kilka dni gościliśmy w Supraślu. Pani z małej supraskiej galerii, gdzie z zachwytem
oglądaliśmy wystawę fotografii i krótki film o Panu Wołkowie, zachęciła nas do
odwiedzenia go w domu. Lubi gości. Chętnie z nimi rozmawia. Powiedziała. I tak
było. Przywitała nas przemiła żona pana
Wiktora I pies :) Gospodarz lekko
utykając (zeszłej zimy odmroził sobie stopę) zaprosił nas do swego gabinetu. Nie
wiem, jak długo rozmawialiśmy. Czas zatrzymał się. Ocknęłam się wychodząc, trzymając
w ręku najnowszy, jeszcze nie do zdobycia w księgarniach, album. Z dedykacją.
Wiadomość o jego śmieci zaskoczyła mnie. Tak bardzo jak
tylko śmierć może zaskoczyć. A tyle miał planów. Tyle życia, pasji i radości. Nie możliwe, że już nie zrobi żadnego zdjęcia.
Podglądam i oglądam TE zdjęcia. Wciąż do nich wracam. Zachwycam
się. Dla jednych - nie_ ostre. A jakże doskonale oddające prawdziwość Podlasia. Płoty,
krowy, konie, bociany. I kapliczki i krzyże – (album Krzyż nie do zdobycia,
wydany bodajże w 1999r nie doczekał się wznowienia), gęsi, ludzie przy pracy na
polu. Wschody i zachody słońca ...
Album opatrzony jest bardzo wzruszającym wstępem. Andrzej Strumiłło
m.in pisze „Wiktor jest przykładem harmonijnej jedności z miejscem, w którym wypadło
mu żyć” …
Podlasie poniosło niepowetowaną stratę. Straciło harmonię - zostało sierotą.
Załączam jedno z moich ulubionych zdjęć z Podlasia.
Iw.